|
Blog > Komentarze do wpisu
Wściekłość to życie
Ten wpis zaczął powstawać dawno temu, został skasowany, odtworzony i zapisany w roboczych, gdzie przeleżał do dzisiejszego ranka. Much ado about nothing - jak się za chwile okaże, ale to ado domagało się napisania.
Ostatnie tygodnie miałam ciężkie, dopadła mnie starość i zbliżające się święta. Minimalizując wstrząsy zminimalizowałam własną działalność. Przestałam nawet czegokolwiek gorliwie chcieć. Przestałam się też gniewać, żałować, ale do czasu, kurwa, do czasu. Kolejnej niedospanej nocy wszystko wróciło - złość na brak czasu dla miłości, wkurwienie na stare straszydło, które zagrało z uczuciami mojej przyjaciółki, irytacja na sąsiada z dołu, że puszcza w kółko duet Kayah/Kiljański. I na film pełnometrażowy rozpoczynający VI serię dr. House'a, na którym robiło mi się to mdło (refluks?) to słabo (mikrowylew?), drętwo (it may be lupus!) i przypominały mi się wszelkie chujowe filmy o psychiatrykach i odwykach. Czekałam, aż Greg podniesie łapę jakiegoś konia, jak Sandra Bullock, ale to co się wydarzyło było dużo gorsze. Nie wiem, co gorsze - ten występ w szpitalnym konkursie talentów, czy akcja z tortem i świeczką. Chętnie bym pojechała dłużej na nucie H., ale fucking ado czeka.. Ze dwa, trzy lata temu pisałam o najgorszych przeczytanych książkach. Co ja wtedy o tym wiedziałam, dzieckiem byłam i błądziłam! Przepraszam wszystkich autorów, których wtedy wspomniałam i tych, których wspomnieć zapomniałam ale miałam na myśli. Jakiś czas temu przeczytałam coś, co kazało mi zrewidować swoje pojęcie o złym pisaniu, zredefiniować pojęcie literackiego złego gustu i smaku w ogóle, także - prawdopodobnie przyspieszyło moją coroczną sezonową depresję. Jak już wspomniałam, pisałam o tym i kasowałam - kierowała mną bowiem obawa, że już przyznając się do tego, że to czytałam stanę pod rynną własnej plwociny. Zaznaczam tu, że książkę, a raczej produkt książko podobny - bo do książek, nawet złych mam podskórny szacunek, dostałam; darczyńca zarzeka się, że nie wiedział co daje i jego intencja nie była obraźliwa. Mam w sobie (dziś rano) tyle miłosierdzia, że pominę nazwisko autora/ki i tytuł, nota bene zgrabny. Powiem tylko, że wydawca reklamuje książkę, jako polski, warszawski Seks w wielkim mieście. Jest to obraźliwe i dla Warszawy i dla Seksu; choć literacki pierwowzór Buchnell także był słaby, to przecież nie aż tak. Nie napiszę o braku konstrukcji, dziwnym, niezgrabnym języku*, o tym, że bohaterka warszawianka widzi Saską Kępę dzielnicą kamienic. Bo przecież nie jest winą piszącego, że nie wie, że pisać nie umie.( Nie mogę mieć żalu do nauczyciela fizyki z węgierskiego gimnazjum, który postanowił napisać kryminał. Nie mam też nic do wydawcy - kryminał i do tego retro, to modna i sprzedajna rzecz. Wkurwił mnie za to recenzent mojej gazety, który na tyle pochwalił, że zadałam sobie trud wypożyczenia i przeczytania Budapeszt Noir, którego styl i fabuła przypominają przedwojenne powieści w odcinkach dla kucht, drukowane w Codzienniku Łomżyńskim.) Napiszę o tym, co wywołało mój wstręt, tak głęboki, że trudno mi było znaleźć słowa, a na tym towarze mi akurat nie zbywa. Takim, że nie wiem, co z książką dalej zrobić, darczyńca niefrasobliwie powiedział: jak uznasz, że nie warto nikomu dawać, to po prostu wyrzuć. Po prostu wyrzuć! Weź i sam wyrzuć, weź na sumienie własnych bezdomnych! Wstrętne mi są charaktery bohaterek, przy których Maksymilian Aue wydaje mi się, jeśli nie bratem, to przynajmniej kumem. I o ile z bohaterek Seksu w wielkim mieście żadne tam intelektualistki, trochę puszczalskie i trochę gadżeciary, to z każdą z nich mogłabym się zakumplować. Bohaterkom książki wydawnictwa Nowy Świat (groźna nazwa, skoro tak sobie poczynają) nie podałabym ręki w lateksie. Nie znam nawet nikogo podobnego. Co tam ja, ja prawie nikogo nie znam, nie znam nikogo, kto by kogoś takiego znał, co więcej, chcę być pewna, że teoria sześciu stopni oddalenia nie przybliży mnie do żadnej z takich osób nawet o stopę. Mam nadzieję, że kiedy już napisałam to, o czym napisać bardzo nie chciałam, klątwa myślenia o tym, że powinnam to napisać odejdzie, a sama książka wyjdzie z mojego domu sama i uda się do piekła, w którym na pewno nie będzie się smażyć sama, ale w tej chwili nie przychodzi mi do głowy żadne, godne niej towarzystwo. Prawdopodobnie za mało czytam. * Miałam tu przygotowane cytaty, ale rezygnuję z nich, bo byście się z nich śmiali. Śmiech oswaja - a nie jest moim zamiarem oswajanie nikogo z gównem. poniedziałek, 07 grudnia 2009, fefone
Komentarze
pauvre.de.moi
2009/12/07 11:04:08
darczynca uczyni powinnosc swoja
2009/12/07 11:51:49
Wara darczyńcy, spalimy tę ksiązkę w piątek!!!!! Błagam, to będzie świetna rozrywka, ja zaraz obmyslę, co i jak. Może tym razem u mnie? Muszę się chyba zaopatrzyć w miednicę klasyczna, bo plastikowa miska nie da rady. Spalimy, spalimy, spalimy :). A mówiłam Ci, nie czytaj ksiązek czyjejś żony? Nie mówiłam. I za karę dostałam emo-wpierdol od 'straszydła'.
2009/12/07 12:27:23
Lulaku, Jak skombinujesz miednicę - palimy. Jak nie - niech darczyńca zabiera, a przy okazji przyniesie coś na wymianę;)
2009/12/07 12:30:02
I jeszcze - a ona to dopiero dostała wpierdol. Od życia. Bo ona jest starym straszydłem!!!:)
2009/12/07 15:03:28
Jeśli nie zdobędę miednicy, to mam dużą blachę do pieczenia, też się nada. Nie oddawaj naszego opału, KobietoL I napisz mi na maila, co młody może spożywać, a czego nie. Chyba że jak zwykle on nie tknie niczego, to się nie będę przejmować, kupię mu kinder-kanapkę, a cywilizowane jedzenie zrobię dla nas.
2009/12/08 15:44:03
Przetestowałam blachę do pieczenia, paląc podarki od straszydła. Metoda sprawdziła się znakomicie :)
2009/12/22 07:32:10
"Tam gdzie książki palą, niebawem także ludzi palić będą"
Brak słów... 2009/12/22 08:07:04
Sopherss, sam sobie przeczysz. Brak słów = brak wypowiedzi. Spełnij obietnicę i idź zbawiać gdzie indziej, nadęciaku.
2009/12/22 13:36:52
@oholismic
Może jeszcze jakieś brzydkie książki spalisz? Żenada i żal. 2009/12/22 14:17:22
poziom twojej ignorancji sprawia, ze nie jesteś partnerem do dyskusji. nie pali sie ksiązek brzydkich, tylko TAK KIEPSKIE, że juz nikt inny czytać ich nie powinien, a wiadomo, może ktoś ze śmieci wyjmie? nie musisz tego rozumiec, ale z jakiegoś powodu wzbudza to w Tobie bardzo silne emocje. W nas ta ksiązka ich nie wzbudziła.
2009/12/23 00:05:06
W was ta książka bardzo silne emocje wzbudziła, że aż ją rytualnie spaliliście. Książki nie wzbudzające emocji ciska się w kąt.
Zastanawia mnie co was w tej książce aż tak oburzylo: wizja radosnego seksu? Bezpretensjonalne podejście do rzeczywistości? To że autorka zarobi[ła] na tym przyzwoite pieniądze? 2009/12/23 07:55:31
synku, nie umiesz czytać? nie, Ty po prostu WIESZ LEPIEJ, co? Zupełnie jak Hitler. banda gówniarzy, którym nie staje, tym bardziej nie budzi w nas emocji. tylko marnujecie nasz czas.
2009/12/23 17:36:22
w internetsach jest taka zasada, nazywa się prawo Godwina, że kto pierwszy wyciągnie w dyskusji Hitlera, albo nazistów, automatycznie przegrywa
nie jestem 'synku' (jakże pięknie snobistyczne oczytanie przekłada się na kulturę osobistą), czytać umiem, ale nigdzie nie zostało napisane dlaczego bohaterki "dobrej nocki" są takie ODRAŻAJĄCE, są bo są, dowód kołowy czyżby dlatego że są młode, ładne, powodzi im się i lubią się ruchać? sądząc po lekturze bloga, oholismic też można opisać w ten sposób (może minus powodzenie finansowe - to tak boli?) 2009/12/23 17:50:21
(zawiść starej, brzydkiej i biednej jest dla mnie doskonale zrozumiała, szczerze współczuję)
2009/12/24 14:23:25
Fefciu, ja uważam, że w ramach edukacji obywatelskiej powinnaś zrobić wpis o literaturze.Wyłożyć krok po kroku, co to znaczy, że ksiązka jest ŹLE NAPISANA, a kiedy znów DOBRZE. Bo załamuje mnie to, że ktoś się skupia na opisie z okładki, zamiast analizować stylistykę, słownictwo, fabułę, konstrukcję poszczególnych wątków i postaci. Ale za to nie dziwi juz, że ludziki nie rozumieją zjawiska 'literatury' wartej jeno zapałki. Skoro nie rozumieją książek... :)
2009/12/24 14:30:17
Przy okazji pozdrawiam nerwicowca ja, lat 28, urody Grace Kelly czy Pauli Marshall, właścicielka i jedyna mieszkanka całkiem obszernego mieszkania zupełnie nie na kredyt :). Dużo spokoju życzę.
|
|