Ostatnie notki
Zakładki:
AAA Uwaga!!!
Do porannej herbaty
NOWE
Poczytuję
Podglądam
Prażka
Świetne
Tagi
|
piątek, 05 lutego 2010
![]()
Wnikliwa, rzetelna, niekiedy fabularyzowana, a przede wszystkim dowcipna i seksowna książka. Świetny prezent dla kogoś, kto przepada za sushi. ![]() Z kawiorem lubię kończyć. Bawię się wtedy z poszczególnymi ziarenkami, nagryzam i pozwalam słonej tłustości rozlewać się na języku. To deser.
sobota, 30 stycznia 2010
czwartek, 28 stycznia 2010
W Stołecznej o nominowanym do Wdechów Nowym Wspaniałym Świecie: W dawnej PRL-owskiej kawiarni na rogu Świętokrzyskiej i Nowego Światu, w której występował niegdyś legendarny kabaret Edwarda Dziewońskiego Dudek, lewicowi intelektualiści ze ... Domyślam się, że autor notki jest w wieku, który upoważnia go do nazywania wszystkiego co powstało przed 89 rokiem mianem peerelowskiego, bez względu na to, czy stało się to trzydzieści, pięćdziesiąt, czy - jak w tym wypadku ponad sto lat temu; kawiarnia Nowy Świat bowiem otwarta została 1883 roku i ani jej ówczesna klientela, ani nawet sam Stefan Ossowiecki nie mógł przewidzieć, co stanie się z tą częścią Europy. Mam wrażenie, jakbym już o tym pisała. Na puszczy, i całe szczęście, bo strach pomyśleć, jak świat wyglądałby po moich poprawkach...* *N. i inni zaniepokojeni - przysięgam, że kłopoty Przekąsek Wytrząsek nie są moją sprawą, ani sprawką. Fefowe macki sięgają tylko własnego rozporka.
sobota, 23 stycznia 2010
Ludziom, którym zdarzyło się mieć znanych rodziców, a którzy sami zaczynają być rozpoznawalni często zadaje się pytanie, czy to prawda, że mama załatwiła panu pracę? Czy to prawda, że dzięki tacie dostała pani rolę? Bez względu na to, czy "rola" została załatwiona, czy nie, ci młodzi ludzie opowiadają, że to śmieszne, męczące, upokarzające. Że mają tego pytania dosyć. Są też dzieci znanych rodziców, które nie idą w ich ślady. Są nauczycielami, gospodyniami domowymi, stolarzami. Hodują sukulenty. I ich życie zatruwa pytanie odwrotne - Dlaczego mama nie załatwiła pani...? Dlaczego tata nie zaprotegował pana...? Co pan tu robi, gdy pana dziadek...? Tak, czy siak, przejebane, excuse le mot.* *Co mi przypomina o Autobiografii Amisa Juniora, który opowiada, jak będąc dzieckiem pytał znanego już ojca: - Tato, czy my jesteśmy nouveaux riches? Kingsley odpowiedział: - Tak, bardzo nouveaux i wcale nie riches, synu.
niedziela, 17 stycznia 2010
Rozmawiam przez telefon z tatą. Pyta - A co mój wnuk porabia? Zgodnie z prawdą mówię - Ogląda Sąsiadów i gryzie swój telefon. W słuchawce przez chwilę cisza. Potem - Znam paru dorosłych, którzy przy tym filmie zjedli swoje telefony. Ale, skoro uważasz, że to już pora...
czwartek, 07 stycznia 2010
Miałam i powinnam pisać o Marylin.Persona Lupy, na które wybraliśmy się w niedzielę. Duża radość z wynikająca z samego faktu, że byłam i widziałam, lecz wnioski mam smutne i niepopularne, odwlekam ten wpis jak mogę. A okazja napisania o czymś innym sama wpadła mi w ręce. Nie raz już wspominałam o kalendarzach Redstone Press, które towarzyszą mi od, właśnie policzyłam, skoro pierwszy dostałam w 1992, od lat osiemnastu. (ta liczba wywołała we mnie chwilowe przerażenie.) Opisywałam, jakich podstępów musiałam się dopuszczać, aby je dostać w czasach, gdy bieda nie pozwalała mi ich kupować. Miałam między innymi kalendarz o pisarzach, o pisarzach rosyjskich, kompozytorach, Indiach, kaligrafii i o absurdzie. Rok 2009 był rokiem kalendarza Black and White . ![]() Jest w nim, rzecz jasna Manifesto Blanco Fontany, fotos Hepburn z filmu Minelliego, oczywiście Malewicz ze swoim suprematystycznym kwadratem. Albo na przykład: ![]() Niepiękna kopia mi wyszła - Goethe z Contribution in Optic, ok. 1792, albo ![]() Vaclav Jiru Blind Accordian Player, 1934, i na przykład ![]() Pieta Angusta Fairhursta z dziewięćdziesiątego szóstego, w sam raz na okolice Bożego Narodzenia (chyba można powiedzieć, że wciąż jesteśmy w okolicach?) Jest jeszcze wiele cudownych zdjęć, plakatów i obrazów, które niestety fatalnie mi wychodzą na fotach, więc zakończę białym Haiku Basho. Ballet in the air... Two butterflies: Until, twice mhite, They meet, they mate. I gdy ze smutkiem żegnałam swój czarno biały kalendarz, znów raniąc się myślą, że w 2010 skończę na jakimś ordynarym Moleskinie...listonosz zapukał do drzwi. Być może nawet trzy razy. I przyniósł... cdn.
czwartek, 24 grudnia 2009
Niedziela, koło południa. Tramwaj pustawy, tylko miejsca siedzące zajęte. Na przystanku, tylnym wejściem wchodzi chłopak, może siedemnaście lat, może i ze dwadzieścia, ubrany skromnie i czysto. Wysoki, lewa ręka nienaturalnie podkurczona, w prawej smycz przypięta do psa, czystego, nierasowego, o oczach mówiących "prawda,prawda,prawda". Kiedy tylko wszedł zaczyna mówić, pełnym głosem: Proszę państwa, nie jestem narkomanem ani alkoholikiem, choruję na to i na tamto, nikt nie chce mnie zatrudnić. Zbieram na śniadanie dla siebie, mojej chorej mamy i tego psa. Szanowni państwo - bądźcie chrześcijanami. Tylko tyle, ani słowa więcej. Obchodzi tramwaj i zbiera pieniądze. Ludzi mało, wszyscy się widzą, kto okaże się niechrześcijańskim? Każdy daje, chłopak mówi Dziękuję państwu i wysiada. Cała akcja trwa jeden, krótki przystanek. Na oko zebrał koło ośmiu - dziesięciu złotych. Z okna widzę, jak przechodzi przez tory do następnego tramwaju. Rewelacyjnie rozegrane, żadnego szeptania na uszka, jawność i tekst nieprzegadany, bez jednego zbędnego słowa. Żebracki terroryzm w białych rękawiczkach, istny happening. Ręce same składają się do klasku.
środa, 23 grudnia 2009
wtorek, 22 grudnia 2009
Jako ciekawostkę polecam: Zwróćcie uwagę na ilość i zaangażowanie komentatorów! Miała być to polemika z sześciolatkiem, Oho, i ze mną, która, jak wszyscy wiedzą, książek nie szanuję, Dziecko w tym duchu wychowuję i jeszcze o tym piszę, ot, tak sobie. Dodam także, że chleb wyrzucam do kosza i miewam rozwolnienia. Zastanawia mnie tylko nieeleganckie użycie prywatnego zdjęcia z blogu sześciolatka. Fe, panowie!
piątek, 18 grudnia 2009
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||